Teksty

Cień

Bardzo wiele czasu spędzam z bratem moim cieniem
rozmawiamy często tak szczerze, że nie słychać słów
I tylko się boję nocy, kiedy jestem sam
i tylko się boję, zanim znów nastanie dzień

że nie zdążę odnaleźć cienia
że nie zdążę zapomnieć snów
że nie zdążę odszukać cienia
że nie zdążę zrozumieć słów

Nauczyłem go trzech wymiarów, aby patrzył w głąb
on pokazał mi jak przemykać pośród morza głów
I ciągle wędruję na zachód, by nie zgubić dnia
i tylko się boję, zanim znów nadejdzie świt

że nie zdążę odnaleźć cienia
że nie zdążę zapomnieć snów
że nie zdążę odszukać cienia
że nie zdążę zrozumieć słów

Nie potrzeba mi
dotknięć ciepłych rąk
Nie potrzeba oczu
by nie zobaczyły
Nie potrzeba słów
by nie mówić nic
Starczy światło
bym się za cieniem skrył

Bardzo wiele czasu spędzam z bratem moim cieniem
przemykamy razem pośród lasu ludzkich głów
I tylko już nie wiem, kto jest cieniem, ja czy on
i nie wiem kto zniknie, gdy nastanie wieczna noc

(muzyka i słowa: W.Błażejczyk)

Powrót

Dolina przywidzeń

Duszno tu
Ciśnienie wtłacza w ziemię
cząsteczki powietrza

Ślepe, zgarbione kamienne słupy
wpatrują się w przestrzeń
Ich wzrok
przetacza się w poprzek doliny
jak walec
tam i z powrotem
tam i z powrotem

Szukają cię
Niewidzące spojrzenia
oplatają myśli
paraliżują zmysły
wysysają świadomość

Odejdź stąd
zanim staniesz się jednym z nich
ślepym kamiennym słupem
żywiącym się duszami
przykutym do Doliny Przywidzeń

Chyba że już nim jesteś

(tekst i muzyka: W. Błażejczyk)

Powrót

Dolina

Pewnego dnia obudziłem się
i zobaczyłem zaskoczony
że otacza mnie szczelny pierścień szczytów
które śmieją się do mnie szyderczo

Powietrza już zaczęło brakować
i słońce zginęło za zimnymi skałami
Więc nie myśląc wiele ruszyłem naprzeciw
by z wierzchołków dostrzec horyzont

Szlak był trudny, nie liczyłem dni
Płucom tchu brakło, palcom brakło sił
Stado kruków czekało, aż roztrzaskam się w pył
Ale poznać musiałem, co za sobą szczyt krył

Nagle zerwał się wściekły wiatr
by nie wpuścić mnie tam, skąd już można tylko spaść
Czy to wróg mój czy przyjaciel
czy mnie zabić chciał, czy chciał tylko pomóc?

Kiedy wreszcie stanąłem na szczycie
i znużonym mięśniom dałem nabrać tchu
spojrzałem niepewnie na drugą stronę
by zobaczyć gdzie zagnał mnie los

Chmury rozstąpiły się nieme
i głęboko na dole rozkwitła Dolina
tak jasno zielona że raziła oczy
że na chwilę oślepłem -
- na zawsze oślepłem

Stałem tak długo - choć ledwie parę chwil
aż pogasły płomienie, rdzą pokryły się sny
na dnie stromej przepaści jasny strumyk się wił
ale zejścia nie było, tylko szczyt ze mnie drwił

Wtedy zerwał się wściekły wiatr
aby strącić mnie tam, dokąd tak pragnąłem spaść
czy to wróg mój czy przyjaciel
czy mnie zabić chciał, czy tylko chciał pomóc?

Już czas by skoczyć przed siebie
i ułożyć się wreszcie na miękkim mchu

(muzyka i słowa: W.Błażejczyk)

Powrót

D.O.M.

Przystań, który tędy przechodzisz
zatrzymaj twe kroki
Odczytaj życia i śmierci
zbawienne wyroki

Wznieś oczy ku górze
i współczuj serdecznie
On wskazuje drogę
daje życie wieczne

Szukasz miłosierdzia
ono jest gotowe
A więc bądź cierpliwy
i pochyl swą głowę

Tu są kości zmarłych
z grobów przeniesione
Kto wie czy nie ciebie
miejsce już zrobione

Módl się o przeniesienie
dusz z czyśćca do nieba
Wszak i na ciebie kiedyś
przyjdzie ta potrzeba

(muzyka: Demer di; słowa: anonim, 1756)

Powrót

Fluid

Zimna biel dokoła
śnieg i mróz
Sople z ust wychodzą
zamiast słów
Coraz trudniej oddychać
brakuje tchu
Trzeba odpocząć

Ciepłą czerwień
swojej duszy
rzuć na wszystkie
zimne cienie
głosy z serca
wlej przez uszy
znajdziesz z nimi ukojenie

(muzyka: Demer di; słowa: K. Bruszewski, W. Błażejczyk)

Powrót

Gadery poluki

Dwanaście stopni Celsjusza
dziewięć do dwunastu procent
w sam raz oby nie myśleć za dużo
nic sobie nie wyobrażać

Można też biec przed siebie
aż płuca wyzioną ducha
w sam raz aby nie czuć za dużo
nie widzieć nie słyszeć zbyt wiele

Wyzwolić się od spokoju
i myśli z głowy krzykiem wygonić
by wreszcie na stare lata wyjrzały na świat

Na chwilę zamknąć się w bunkrze
wysadzić w powietrze swój zdrowy rozsądek
by wreszcie, choć przez chwilę, pobyć sam

Mini delikatesy
pralnia ekologiczna
lekarze specjaliści
gadery poluki

Mini specjaliści
lekarze ekologiczni
pralnia delikatesowa
gadery poluki

Lekarze delikatesi
pralnia specjalistyczna
mini ekologolo
gadery poluki

(muzyka i słowa: W. Błażejczyk)

Powrót

Grota

Tak tu jakoś pusto
w tej grocie
echem napęczniałe milczenie

Tyle tu korytarzy
lecz każdy tak samo
ścianą się zaczyna
i kończy się ścianą

Tak tu ciemno jak w grobie
tak tu w grobie że ciemno

Nie ma niczego
co czymś stać by się mogło
by jakoś coś sklecić
gdzieś czemuś zaśpiewać

Wyschło nocą którąś
i błądzi wśród ścian
próżnię przebija
bo co tu przebijać

Z niczego coś
niczym być musi
lecz jest
i wisieć może
w nicości

Nie ma powietrza
nie ma ognia
nie ma wody
i ziemi nie ma

że można się udusić
żywcem
z pragnienia
i nawet nie ma gdzie się zapaść

(muzyka i słowa: W.Błażejczyk)

Powrót

Mój szczyt

Tu
Pośród tych szarych skał
Mam tylko swój cień

I płaszcz
Który okrywa zmarznięte ciało

Przyszedł tu ze mną
Jeszcze wesołek wiatr
Śmiejąc się bierze mnie pod ramię
Idź precz

Na moim szczycie
Pada mroźny śnieg
Tylko tęsknota zdołała tu się wspiąć
Za mną, który nie jestem sobą

(muzyka: W. Błażejczyk; słowa: Michał Błażejczyk)

Powrót

Paraboloida hiperboliczna

Przyczajony w pi czwartych
sinusoidy zmodulowanej amplitudowo
próbuję się wyrwać
z silni objęć
tej przeklętej powierzchni nierozwijalnej
drugiego stopnia

Może to mi pomoże
daj Boże
w tym punktów zbiorze
gdzie każdy orze jak może
moja sinusoida jest do znudzenia okresowa
i wiem coś jeszcze
mój sinus jest równy cosinusowi
Powiem więcej
tangens będzie całkiem taki sam jak cotangens
Dlatego właśnie schroniłem się w pi czwartych

Nie zostało mi dużo czasu
druga w nim pochodna położenia
dramatycznie zwiększa siłę która mnie tu trzyma

Otaczają mnie drapieżne całki
szczerzą na mnie ostrosłupy swych zębów
ale ja
jestem nieróżniczkowalny

Schowałem swoją pochodną głęboko
bo jak ją znajdą
to mnie dopiero scałkują
znajdą moje minima
i punkty przegięcia
lecz ja
w żadnym punkcie się nie ugnę

Wyrwę się stąd
niech no tylko znajdę punkt nieciągłości
ucieknę z dziedziny
Jeśli tylko zdążę
zanim moje punkty
zdążą do limesa
i przepadnę na zawsze
w paraboloidzie hiperbolicznej
hiperbolidzie paranoicznej

(muzyka i słowa: W.Błażejczyk)

Powrót

Podwodne majaki

Zawijam się w ciepły koc
i skaczę do wody
ciśnienie przywala powieki
że ledwo uchylam oczy

Wszędzie dokoła wodorosty
wszystkie one pokręcone
jak ręce nogi i dłonie
Pasą się nimi morskie koniki
morskie krówki i świnki morskie
Małże mi włażą w małżowiny
a na niebie lśnią rozgwiazdy

Powietrze przerażone wraca na powierzchnię
płuca chwytają się za głowę
ale mózg pijany niedotlenieniem
śmieje się serdecznie

Zanurkowała obok
moja wierna nocna lampka -
nie chce bym czuł się samotny

Kaktusy rosną jak grzyby po deszczu
plankton pożera niewinne szczupaki
stado pingwinów frunie zgodnym kluczem
a co jak nie będzie pasował do zamka

Kaktusy rosną jak grzyby po deszczu
plankton pożera niewinne szczupaki
sardynki w puszce łowią przybrzeżnych rybaków
aż wszędzie się wala bezpańskie obuwie

Coraz ciemniej się robi
płuca zwisają z rozpaczą
ręce wierzgają bezładnie
choć dno już tak blisko

Układam się wygodnie
i wsłuchuję w błogą ciszę

Coraz głębiej
Coraz niżej
Coraz ciemniej
Coraz bliżej
Coraz głębiej
Coraz niżej
Coraz ciemniej
Coraz senniej

(muzyka i słowa: W. Błażejczyk)

Powrót

Przewoźnik

Pewnego dnia spotkam go gdzieś tam
po drugiej stronie rzeki której nikt
Będzie stał
piasek będzie drżał
słońce zajdzie szybko by nie patrzeć

Tyle dni czekam by go spotkać
by zabrał mnie tam gdzie nie dotrze nikt
Tyle dni szukam jego łodzi
by wreszcie przepłynąć na przeciwny brzeg

Pewnego dnia spotkasz mnie gdzieś tam
po drugiej stronie rzeki której nikt
Będę stał
piasek będzie drżał
słońce zajdzie szybko by nie patrzeć

Tyle dni czekam by go spotkać
by zabrał mnie tam gdzie nie dotrze nikt
Tyle dni szukam jego łodzi
by wreszcie przepłynąć na przeciwny brzeg

(muzyka i słowa: W. Błażejczyk)

Powrót

Sen

Tak bardzo lubię zasypiać
zwijam się w kłębek
w najciemniejszym kącie
i zatapiam w poduszce

Malutki i całkiem bezbronny
wygrzebuję się ze skorupy
zdejmuję twarz i chowam do pudełka
by wreszcie odetchnąć głęboko

Odpływam gdzieś daleko
i fruwam ponad myślami
dotykam nieprzeżytych chwil
Odpływam gdzieś daleko
i fruwam ponad myślami
przebiegam przeszłe dni
i oglądam niewidziane

Zacinam się między piętrami świadomości
gubię w zaułkach skojarzeń
skaczę z głowy na głowę
i szperam między czasami

Odpływam gdzieś daleko
i fruwam ponad myślami
dotykam nieprzeżytych chwil
Odpływam gdzieś daleko
i fruwam ponad myślami
przebiegam przeszłe dni
i rozmawiam z niemowami

I mam taką cichą nadzieję
że może się kiedyś uda
nie obudzić

(muzyka i słowa: W. Błażejczyk)

Powrót

Sezon

Jest poręcz
ale nie ma schodów
Jest ja
ale mnie nie ma
Jest zimno
ale nie ma ciepłych skór zwierząt
niedźwiedzich futer lisich kit

Od czasu kiedy jest mokro
jest bardzo mokro
ja kocha mokro
na placu, bez parasola

Jest ciemno
jest jak najciemniej
mnie nie ma

Nie ma spać
Nie ma oddychać
Żyć nie ma

Tylko drzewa się ruszają
niepospolite ruszenie drzew

rodzą czarnego kota
który przebiega wszystkie drogi

(muzyka: W. Błażejczyk; słowa: R. Wojaczek)

Powrót

Zaćma

Cicha noc, ciemna noc
pokój niesie ludziom wszem
w tym pokoju aż się roi
od kosmatych szarych ciem

Ćmy wirują ćma ćmę trąca
jest ciem bez ściem z pół tysiąca
tańczą krążą lulki palą
ledwie karczmy nie rozwalą

Patrzę zdezorientowany
oblepiają meble ściany
włażą w oczy, włażą w usta,
choć tam tylko głowa pusta

Lampka ćmi się przerażona
przez ćmy zewsząd osaczona
księżyc to ciem zatrzęsienie
przyprawiło o zaćmienie

Wciąż się robi coraz ciemniej
lecz bynajmniej nie jest ciem mniej
w oczach od ciem ćmi się, a ćma
szepce w ucho mi: to zaćma

(muzyka: K. Bruszewski; słowa: W. Błażejczyk)

Powrót

Ziemne orzeszki

Zauważyłem to niedawno
zawsze gdy idę ulicą, on śledzi mnie
Skręcam w lewo
a on za mną
Skręcam w prawo
już tam jest

Natrętny chodnik wszędzie za mną chodzi
i nie sposób się od niego uwolnić
aż się boję wychodzić z domu
bo wiem że tam znowu spotkam go

Ale na szczęście mam w domu ziemne orzeszki
ich delikatny chrzęst pod zębami
bardzo uspokaja
Tak wiele ich - Bogu ducha winnych - ginie
pochłanianych przez przepastne czeluści
żołądka

Cześć ich pamięci

I lepiej już kończyć ten kawałek
bo nic dobrego
z niego nie wyniknie

(muzyka: K. Bruszewski; słowa: W.Błażejczyk)

Powrót